© 2020

 Justyna Sniady 

Chat with RedBull Poland



Rozmowa z polską wave riderką - windsurferką, która podbija świat

© sniads.comAutor Krystian Walczak2d temuJustyna Śniady uprawia widowiskową odmianę windsurfingu, a ostatni sezon zakończyła na trzecim miejscu w rankingu PWA. Niedawno dołączyła do teamu Naisha. Porozmawialiśmy z nią - nie tylko o tym.Krystian Walczak: Jaka była twoja reakcja, kiedy Robby Naish zadzwonił do ciebie i powiedział „Aloha, welcome to the team”?


Justyna Śniady: Robby Naish jest moim idolem od dzieciństwa. Mimo wielu lat startów w zawodach, wciąż pozostaję pod wrażeniem jego osoby i osiągnięć. Ciągle czuję tremę gdy z nim rozmawiam. (śmiech) Bardzo się ucieszyłam na wiadomość, że chciałby ze mną współpracować, choć na początku nie dowierzałam. Dopiero po podpisaniu umowy zrozumiałam, że to nie sen.

Justyna Śniady o wejściu do teamu Naisha:


„Cieszymy się, że mamy tak utalentowaną i zmotywowaną zawodniczkę w naszym teamie” - napisali w komunikacie. Cieszą te słowa?


No pewnie! Wsparcie finansowe, czy sprzętowe, to tylko część sponsoringowej układanki. Nie ma nic bardziej motywującego niż pływanie dla marki, która cię docenia, widzi w tobie potencjał i jest dumna z tego, że dla niej pływasz. To naprawdę dodaje skrzydeł!


Oprócz pływania na sprzęcie Naisha, co jeszcze będzie leżało w zakresie twoich obowiązków jako członka teamu?


Przede wszystkim będę startowała w cyklu zawodów PWA Wave World Tour, ale czeka mnie też udział w sesjach zdjęciowych, testy sprzętu, produkcja filmów i udział w imprezach promocyjnych i targach, które team Naisha uzna za ważne. Cieszy mnie, że są też otwarci na wspieranie nowych projektów, więc jeśli wszystko dobrze pójdzie, czekają mnie liczne wyjazdy i pływanie na falach w wielu legendarnych miejscach. Moje zadanie to promowanie marki Naish, a łatwo jest promować markę, którą naprawdę lubię, do której mam sentyment, i która wspiera mnie w osiąganiu moich celów.


Justyna Śniady o drodze do windsurfingowego, światowego topu:


Jak to się stało, że dziewczyna urodzona kilkaset kilometrów od morza została zawodową windsurferką należącą do światowej elity tego sportu?Podobno nic nie dzieje się przypadkiem. Było w tym jednak trochę przypadku, bo mimo iż nie myślałam o startowaniu w jakichkolwiek zawodach, stałam się zawodniczką. Pewnego dnia podszedł do mnie Krzysiek z firmy Smith’s i zaproponował wsparcie sponsorskie, bo słyszał, że jestem szalona i sama wychodzę pływać na falach. To było w czasach, zanim wave stał się popularny i na falach pływała tylko garstka osób - praktycznie nie było w tym gronie polskich kobiet. Poczułam się doceniona i zobowiązana, chciałam się odwdzięczyć firmie Smith’s i zapewnić jej dobrą promocję. W tamtych czasach promocja sprowadzała się głównie do startów w zawodach. Zapisałam się więc na pierwsze w życiu zawody Pucharu Polski w Slalomie, na pożyczonym sprzęcie, z nieopłaconym i nie zarejestrowanym numerem startowym POL 1111, który wybrałam w pośpiechu, tuż przed zawodami. Tego dnia wygrałam wszystkie wyścigi! Zaskoczyłam samą siebie, ale mimo tego sukcesu zrozumiałam też, że slalom to nie jest konkurencja dla mnie. Jeśli miałabym startować, to tylko na falach. A ponieważ nie było wtedy takich zawodów w Polsce, postanowiłam wystartować w Mistrzostwach Świata PWA na Sylcie - swoją drogą na najgorszym spocie do wave’u na tej planecie, z ciężkim przybojem i wiatrem on-shore. Reszta to historia. Wciągnęło mnie współzawodnictwo na falach i nowe wyzwania – lądowanie trików i jazda na fali w wyznaczonym na zawodach czasie. Od pierwszego pływania na falach windsurfing stał się moją obsesją i większość życiowych decyzji zaczęłam podporządkowywać możliwości pływania.

Jeśli pragniemy czegoś wystarczająco mocno, to zaangażowaniem i wytrwałą pracą osiągniemy każdy cel.Justyna Śniady

Windsurfing na falach nie miał wtedy nawet swojej sekcji w Polskim Związku Żeglarskim, więc na wsparcie finansowe nigdy nie liczyłam. Wyjechałam na studia do Australii i po wielu sezonach, przygodach, wypadkach samochodowych, poważnych kontuzjach, mieszkaniu miesiącami w buszu czy na kanapach znajomych, ignorując wątpliwości otoczenia, czy warto to robić, trenowałam w każdej wolnej chwili. Nie robiłam tego dla pieniędzy czy zwycięstw. Po prostu chciałam pływać na dużych falach, lądować wszystkie możliwe skoki i wiedziałam, że nie spocznę dopóki tego nie osiągnę.Po wielu latach prób i walki z przeciwnościami osiągnęłam poziom, przy którym możliwe było pokonanie w zawodach bardziej doświadczonych, zawodowych zawodniczek urodzonych na egzotycznych wyspach. Choć do tej pory czasami ciężko mi w to uwierzyć, to mam jednak ogromną satysfakcję widząc rezultaty wielu lat poświęceń i treningów. Gdy sukcesy nie przychodzą z dnia na dzień, często pojawia się myśl, żeby wszystko rzucić i pożyć „normalnie” - nie w vanie, na walizkach i nie przeznaczając każdego grosza na ściganie wiatru, fal i marzeń. Myślę, że sekret tkwi w tym, żeby w takich momentach umieć odpocząć – wyłączyć się, zrobić przerwę, ale nie rezygnować na dobre. Nie wolno się poddawać i nie można ulegać innym, jeżeli poddają w wątpliwość sens naszych działań. Nikt inny nie wie przecież, jak bardzo czegoś pragniemy. A jeśli pragniemy wystarczająco mocno, to wierzę, że zaangażowaniem i wytrwałą pracą osiągniemy każdy cel. Nawet jeśli chwilowo cel jest poza zasięgiem, to sama walka jest nagrodą, dostarcza ogromnych emocji, daje wiele satysfakcji, wiele nas uczy i nadaje sens naszym działaniom. Chyba trochę za sprawą takiego nastawienia dotarłam do światowej czołówki.

Czy twój numer na żaglu POL-1111 nawiązuje jakoś do numeru 111, z którym startuje motocyklista Taddy Błażusiak, czy to zbieg okoliczności?

Nie, to zbieg okoliczności. Mój numer nawiązuje do numeru mojego pierwszego idola w windsurfingu – Robby'ego Naish’a US-1111! (śmiech)



Tak, to bardziej logiczne. (śmiech) A co w pływaniu lubisz najbardziej? Samo to, jak deska sunie po wodzie, czy wolisz być w powietrzu, wykonywać te fantastyczne ewolucje?

We wszystkich sportach zawsze lubiłam prędkość, chociaż prędkość nie budzi u mnie strachu. Przerażają mnie trochę wielkie fale i wysokie skoki i chyba z powodu tego respektu takie wyzwania pociągają mnie najbardziej. Związana z tym adrenalina, zmaganie się z nieprzewidywalnym żywiołem i fakt, że można liczyć tylko na siebie, to coś niepowtarzalnego. Każda fala jest inna, jest nowym wyzwaniem fizycznym i psychicznym, które sprawia, że windsurfing na falach uzależnia.


Justyna Śniady o popularności windsurfingu:


W Polsce do mainstreamu przedostają się raczej takie windsurfingowe konkurencje jak regatowy RS:X. Tymczasem freestyle i wave mają się całkiem dobrze na świecie, czego prawie w ogóle nie zauważa się u nas. Czy zgadzasz się z moją opinią i czy uważasz, że to w jakiś sposób przekłada się na amatorski windsurfing w Polsce - czy realnie mamy większe, czy też mniejsze zainteresowanie rekreacyjnym pływaniem na desce z żaglem? No i czy gdyby w Polsce częściej mówić o tym co robisz, to czy to zainteresowanie nie byłoby większe?


Wydaje mi się, że w każdym sporcie sukcesy rodaków przekładają się na popularność danej dyscypliny w kraju. Nie zawsze jest to bezpośrednio związane z dostępnością, czy popularnością tego sportu wśród amatorów. Wystarczy spojrzeć na sukcesy naszych skoczków narciarskich. Mimo, że mało jest osób, które zamierzają skakać z mamuciej skoczni, to emocje jakich dostarczają sukcesy „naszych” sprawiają, że się tą dyscypliną interesujemy i wspieramy zawodników na drodze do kolejnych zwycięstw.Myślę też, że wśród wszystkich sportów to właśnie ekstremalne ich wydanie napędza zainteresowanie nimi wśród amatorów. Każdy surfer aspiruje do Kelly'ego Slatera, który łapie tuby na Pipeline a nie do innych początkujących kolegów. Nieważne jak mała była pierwsza fala, którą udało nam się złapać, wszyscy czuliśmy się wtedy jakbyśmy byli Kelly’m. Myślę, że taka jest rola sportów ekstremalnych i prosów – przekraczanie nowych granic, tego co możliwe na wodzie, na lądzie i w powietrzu I inspirowanie amatorów i przyszłych pokoleń. Amatorzy na ogół nie osiągną takiego poziomu w sporcie jak ci, którzy dedykują mu całe życie, ale to właśnie ekstremalne wydanie sportów inspiruje wielu do tego, żeby ich spróbować. Podobnie jest z windsurfingiem – gdy już go spróbujesz, pokonasz pierwsze trudności i nauczysz się pływać w ślizgu, to jest to sport z tych „na całe życie”, który nieprzerwanie dostarcza nowych emocji, na każdym etapie zaawansowania.

Kiedy spróbuje się windsurfingu, pokona pierwsze trudności i nauczy pływać w ślizgu, to jest to sport z tych „na całe życie”Justyna Śniady

Jeśli chodzi o zainteresowanie windsurfingiem w Polsce i na świecie to myślę, że bardzo trafnie opisał to sam Robby Naish w ostatnim wywiadzie dla JAKLAR. Według niego sporty przechodzą naturalne cykle popularności. Windsurfing miał dość długi okres spadku zainteresowania, ale od kilku lat wraca ze zdwojoną siłą. Trochę tak jak narty wracają po tym, jak snowboard przyćmił na pewien okres zainteresowanie narciarstwem. Wszędzie na świecie, także w Polsce widać wzrost zainteresowanie windsurfingiem. Na opustoszałych dotąd spotach spotykam teraz dziesiątki windsurferów. Wspaniale jest obserwować jak rośnie popularność windsurfingu! Wspieranie przez organizacje krajowe dyscyplin olimpijskich, takich jak RS:X przekłada się na popularność tych sportów w mediach. Windsurfing w wersji wave, czy freestyle, w stosunku do RS:X, to trochę jak porównywanie zawodów żużla do motocrossu – obie dyscypliny są fascynujące i przyciągają tłumy, chociaż są całkowicie inne. Obecność tych dyscyplin w mediach na pewno spowoduje wzrost zainteresowania windsurfingiem. Wielu byłych amatorów windsurfingu wraca też do sportu, ponieważ sprzęt się zmienił, stał się lepszy i daje jeszcze więcej przyjemności z pływania. Od pięciu lat w ramach zawodów PWA World Tour prowadzona jest pełnoprawna konkurencja juniorów – wprowadzono nawet przedział wiekowy dla zawodników do lat 13! Przyszłość windsurfingu maluje się w jasnych barwach.

Jesteś pierwszą polską waveriderką w tourze PWA i od razu Polska ma dzięki tobie niesamowite osiągnięcia. Może my jesteśmy windsurfingowym narodem, tylko o tym nie wiemy?Windsurfing to wspaniały sport dla wszystkich i dostarcza niepowtarzalnych wrażeń na każdym poziomie umiejętności. Wystarczy odwiedzić latem Hel, żeby zobaczyć jak bezpiecznie i przyjemnie jest do nauki, a jednocześnie jak niesamowite ewolucje możliwe są nawet na płaskiej wodzie. Zatoka Pucka to jedno z najlepszych w Europie miejsc do nauki tego sportu, więc myślę, że przy odpowiedniej promocji windsurfing mógłby stać się naszym sportem narodowym!



Jesteś jedną z najlepszych windsurferek na świecie, ale życie windsurfera to nie tylko zawody. To także dzikie plaże, nieodkryte spoty, wolność jaką daje pływanie, tygodnie z dala od cywilizacji, zasięgu telefonów komórkowych. Lubisz rywalizację, czy wolisz pływanie dla przyjemności?Dobre pytanie. Myślę, że rywalizuję dla przyjemności a pływam, żeby rywalizować. Na pewnym etapie to się jakby zlewa w całość. „Zwykłe” pływanie, bez podnoszenia poprzeczki, bez prób wyższych skoków, trudniejszych manewrów, czy pokonywania większych fal, nie jest już dla mnie wystarczająco atrakcyjne. To chyba starty w zawodach zmuszają do stawiania sobie nowych celów, dlatego największą przyjemność daje mi doskonalenie umiejętności. Oczywiście ściganie wiatru i fal poza sezonem startowym to okazja do pływania na niesamowitych spotach, na których być może nigdy nie odbędą się zawody MŚ - właśnie przez brak dostępu do cywilizacji, wody, zasięgu telefonów. W tym sensie bardzo lubię pływanie poza zawodami i odkrywanie nowych miejscówek.



Przeczytałem, że jesteś „maniaczką sportów akcji”. Co jeszcze robisz poza pływaniem na desce?To prawda. Od lat próbuję wielu sportów, a najbardziej pociąga mnie prędkość, skoki i duża wysokość. Kiedyś snowboard (slopestyle) był dla mnie prawie tak samo ważny, jak windsurfing. To na snowboardzie zrobiłam pierwsze front-flipy. Spędzałam wiele godzin trenując na rampach i railach. Obecnie nie mam wielu okazji do korzystania ze śniegu, dlatego uprawiam surfing, tow-in surfing, wakeboard. Zawsze kochałam motocykle - zwłaszcza motocross. Jeździłam też konno, miałam nawet okazję ujeżdżać dzikie konie. Moim marzeniem jest latanie w wingsuit'cie.



Rozwój windsurfingu upatruje się w deskach typu foil. Interesujesz się tym tematem? Jesteś zwolenniczką foilowej przyszłości?Już za miesiąc lecę na Hawaje, gdzie wreszcie będę miała okazję spróbować foil windsurfingu. Nie mogę się doczekać, bo słyszę o foilingu wiele pozytywnych opinii. Myślę, że to znakomita alternatywa dla zwykłego windsurfingu i surfingu - zwłaszcza w miejscach, gdzie brakuje dobrych warunków wiatrowych i dobrych fal, jak w Polsce. Foil przyciąga do windsurfingu amatorów sportów wodnych i z pewnością pozytywnie wpłynie na jego popularność.



source: www.redbull.com